la revista on-line de la facultad de Filología Hispánica de Poznań

   

 

agregame a favoritos|contacto
Internet EsPa'Ti

 
     Portada
     Actualidad
     Vida Universitaria
     Mundo Hispano
     Literatura
     Críticas y análisis
     Traducción
     Nuestras obras
     Entrevistas
     Literarias
     Otras entrevistas
     Cultura
     Cine
     Música
     Deportes
     Artykuły po polsku
     Enlaces
     Mapa del sitio
     Contacto
 
 

 Obra de Wilfredo Carrizales [1]

traducida al polaco por Anna Wendorff

   

I

Dom otwiera swój zewnętrzny mur: precyzyjny otwór tak, by mógł wstąpić weń wdzięk

i uważne spojrzenie kobiety o tubylczo brzmiącym imieniu.

 

Paprocie opadają na włosy gościa i nocna bryza wychodzi na jej spotkanie by uczynić jej

drogę lżejszą i sławić ją w jej miejscu, które utrzymuje ją w niepewności.

 

Wewnętrzne ściany domu rozpościerają swoje cudowne światła, kandelabry i maski.

Daleki wschód zmniejsza odległości, unosząc w powietrzu dźwięki intrumentów

muzycznych, zrodzone z pierwotnych elementów. Zbliżenie ciał wstrzymuje upływ nocy

i tysiące pocałunków osiada w erosie i jego arkanach.

 

Dom wkrada się w łaski kobiety i dostarcza jej łagodnych snów na kobiercu dawnych

bajek. Jej delikatny, kobiecy profil, który zaledwie jęczy, zaczyna przekształcać się w

półksiężyc i światło jest tak intensywne, że dom zaczyna się obracać.

 

 

II

 

Zegar na ścianie decyduje każdej nocy wybić jedynie określoną ilość uderzeń. W

tych godzinach wychodzą z ukrycia cienie nieprecyzyjnego czasu. Schodzą po białych

ścianach, z różnych miejsc i spotykają się bardzo blisko skrzyni zegara. Dokładnie

obserwują ruch wahadła. Następnie obliczają odpowiedni moment by zniknąć

wchłonięte przez zakątki zapomnianych przestrzeni.

 

Deszcze nadchodzą uwiedzione tym niecodziennym zdarzeniem. Dom ogarnia

przedwczesna radość i zaczyna postrzegać zwinność niebiańskich źródeł. W miarę

zbliżania się granicy deszczu, swoiste drgnienie porusza fundamenty domu.

Skuteczność urzeczywistnienia siły związanej z impulsem, który go przenika, staje się

coraz bardziej widoczna.

 

Kałuże wody są tak przezroczyste, że nawet ogród przegląda się w nich i odkrywa inną

młodość.

 

III

 

W sobotę dom staje się wewnątrz odległy. Poszukuję ukrytego znaczenia i

przemierzam stopniowo siną dal, która już nie zamierza wrócić. Odkrywam (tak

jakby nigdy wcześniej nie miało miejsca żadne inne odkrycie) zniszczony zakątek na

oddalonym patio. Kamień milowy i granicę nostalgii.

 

Mury wybrały starość i dlatego też kruszą dumę i pierwotną naturę własnych

 

przodków.

 

Tamtędy przemierzają bezustanni architekci służby snów i ziemi, wapna i śpiewu,

przemieszanych kamieni.

 

Można wyczuć obecnośc tynku karmiącego cegły. Zbędnym jest mówienie, że zbywają

ślady błękitu i szarości, które są nadgryzieniami w teksturze.

 

(Włosy koloru słomkowego roszczą sobie prawo do ozdobienia niezniszczalnego

wykończenia muru i przyszłe deszcze ocalą zieleń, której zażarcie broniliśmy będąc

dziećmi).

 

IV

 

Kwiaty drzewa pomarańczowego wyznaczają początek domu i jego nadmierną wartość

daleko wykraczającą poza zwykłą przestrzeń nakreśloną wiatrem i głazami terenu.

 

W pełni rozkwitu, dom pęka i jego ziemisty sok roślinny tworzy dachówki o niezwykłym

pokryciu, kolumny o mniszej cierpliwości i w modłach łączy drewno.

 

W innym czasie dom poruszył się krocząc za kręgami wyznaczonymi przez śmiejącego

się rankiem świerszcza.

 

Mówiliśmy wtedy: Bawmy się w wymyślanie znaczenia krzewów, które zaprzeczają

swojej przedwczesnej dojrzałości. Oceńmy, twierdziliśmy niegdyś, okazałość aromatów

i zbierzmy z ogrodów blask zawieszony na naszych kometach.

 

VI

 

Drozd lata wokół jednej z dusz domu. Takie wydarzenie jest dopuszczalne gdy lekkość

uwydatnia się w nadzwyczajnych okolicznościach.

W przeciwnym razie, czerń przywłaszczy sobie jedynie i nieuleczalnie, duszę, którą dom

żarliwie skrywa w swoim tajemniczym pochodzeniu.

 

Czasem pojawiają się popielate lub czerwonawe plamy w szparach, przez które

uciekają sny a potem, pośpiech zdaje się paraliżować naturalny rozwój domu w

kierunku bardziej soczystych miejsc.

 

Wtedy ziemia patia szuka jedynego losu, który ją wytłumaczy przed oczami gości.

 

VII

 

Dom, który mnie zamieszkuje nie może znaleźć sobie miejsca i krząta się po wszystkich

i po każdej ze ścian. Sądzę, że zasługuję na jego dobroć i przyrzekam być szczerym

świadkiem wydarzeń, które sprawiają, że staje się żywy i pulsujący.

 

Nieoczekiwanie, zakątki i zakamarki domu zostają otwarte i umożliwiają ucieczkę

licznym przedmiotom, meblom i drobnym gościom. Nie umyka mi najmniejszy szczegół

zdarzeń, nie wyciągam żadnego błędnego wniosku. Oceniam i siebie oceniam.

 

Gołym okiem widać, że to niezwykłe wydarzenie korzysta z natłoku dawnych kroków,

ciągłego przemieszczania się nadziei ograniczonych przez pierścień ścian.

 

Ulegając szybkiej zmianie, w najbliższych dniach dom uzewnętrzni się i będzie

grawitować nad przestrzeniami, które poświadczą wszystkie jego szczegóły.

 

X

 

W kuchni dom występuje z brzegów w gusłach, a garnki i patelnie wracają do czasów

alchemii. Kiełkują w powietrzu mile i wieki wiedzy aromatycznej: goździki by naznaczyć

okna zmysłów; cynamon potrzebny do żeglugi smaków; gałka muszkatułowa na

granicy podniebienia, pobudzająca i zmysłowa; imbir, miłosny wędrowiec ku idealnej

kulminacji; pieprz turecki tęczy...

 

Świat jadalny podąża za oliwą i spotkanie nabiera rumieńców między iskrą a

trzeszczeniem, pryśnięciem a połyskiem.

 

Dom przemienia w wyjątkową strawę każde ze swoich wnętrz i w ten sposób sprzyja

rozkoszy brania do ust innych ust, których wyczekuje i ust, które wyrażają pragnienie

zieleniąc się kiścią winogron dokładnie o północy.

 

(Pan własnego smaku, kogut gotowany w winie o brzasku, ogłasza upojony godzinę

pieszczot).

 

XI

 

Kobieta rozpościera noc swoimi długimi kruczymi włosami i z jej palców wznoszą się do

drobnego nieba domu korale gwiazd. Ziemia czuje się wywyższona przez wzniosły blask

a lustro ukazuje się by odkryć i uwydatnić pocałunki, które my, kochankowie, wcześniej

wybraliśmy.

 

Atmosfera w jakiej odpoczywa dom pęcznieje w zmysłowości, muzyka jest jego

esencją, czule zatrzymanym pragnieniem.

 

Kobieta za pomocą słów potwierdza urok, który czuje. Odnajduję przyjemność w

oddaniu się jej i sączeniu skóry jej oddechu. W międzyczasie dom nie zaprzestał

 

wymyślania elementów bryzy, cieni i niezaprzeczalnego zadowolenia.

 

By ukołysać do snu zbudzoną noc, dom nakazuje mi napisać o wyróżniającej się talii

kobiety, wersy mężczyzn(i) wersów, moją bujną brodą okazuję jej miłość.

 

XII

 

Od tylu pocałunków i jęków dom rozkwita. Od rumieńca do rumieńca soboty

przeobrażają się w noce, które odkrywają owoc miłości wcześniej oddalonych.

 

Moje uporczywe pisanie poszukuje Ayarí w pożądliwym powietrzu i czuję, że spadam

na kolana by ukołysać się w czasie butelkowych winnic.

 

Śmieje się we mnie dom i śmiech wymyśla dotykowy druk. Umieszczam go między

piersiami dziewczyny by uzupełnić teksty, w których zebrany został pośpiech

czytających je pieszczot.

 

Wyznaję, że jest to ciagłe przeżywanie jej ciała wewnątrz. Zdziwienie uczuciowością i

upodobaniem rozpływa się w głębokiej wilgoci.

 

Dom wskazuje mi najbardziej nabrzmiałe miejsce żeńskiego imienia, gdzie mój

środkowy palec pozostawia śmiały ślad. W ten sposób w każdej chwilii przemierzałem

namiętne przestrzenie wspólnego życia.

 

XIII

 

Jestem tutaj w domu, który mnie wychwala w bieli i obdarowuje mnie obficie

tymi moimi dłońmi dziecka. Od niedawna promieniuje pieszczotami ku piersiom

dziewczyny, odkytymi w równoległości miłosnej nocy, jej tik tak.

 

Zegarek łączy górne zero z dolnym i obmyśla ósmą godzinę by zewnętrzne drzwi

otworzyły się i ustąpiły kroku Ayarí odłączonej od srebrnego globu w białej księżycowej

sukni.

 

Dom uwypukla blask wapna i kredy w poszukiwaniu gorącej atmosfery dla dwóch dusz

zatraconych jednocześnie.

 

Dzień kocha się z nocą, obydwoje przebrani jak koty. Poruszają się zadowoleni

po kiściach ciemnych i jasnych winogron a miauczenie bulgocze przechodząc ku

zmiękczeniu wina.

 

Ayarí pije wino czarnego kota i całuje brodę swojego poety, noc zatrzymuje się i nie

przemija.

 

Ayarí sączy wino białego kota i poeta składa swoje usta poniżej jej pępka, w tym czasie

świt przygotowuje objęcia pełne blasku.

 

El original en castellano

 

[1] Wilfredo Carrizales: Escritor y sinólogo venezolano (Cagua, Aragua, 1951). Reside actualmente en Peking, China, donde estudió chino moderno y clásico, así como historia de la cultura china en la Universidad de Peking (1977-1982). De septiembre de 2001 a septiembre de 2008 fue agregado cultural de la Embajada de Venezuela en China. Textos suyos han aparecido en diversos medios de comunicación de Venezuela y China, entre otros países. También ha publicado los poemarios Ideogramas (Maracay, Venezuela, 1992) y Mudanzas, el hábito (Pekín, China, 2003), el libro de cuentos Calma final (Maracay, 1995), los libros de prosa poética Textos de las estaciones (Editorial Letralia, 2003; edición bilingüe español-chino con fotografías, Editorial La Lagartija Erudita; Peking, 2006), Postales (Corporación Cultural Beijing Xingsuo, Pekín, 2004), La casa que me habita (edición ilustrada; Editorial La Lagartija Erudita, Peking, 2004; versión en chino de Chang Shiru, Editorial de las Nacionalidades, 2006; Editorial Letralia, 2006) y Vestigios en la arena (Editorial La Lagartija Erudita, Peking, 2007), el libro de brevedades Desde el Cinabrio (Editorial La Lagartija Erudita, Peking, 2005), la antología digital de poesía y fotografía Intromisiones, radiogramas y telegramas (Editorial Cinosargo, 2008) y cuatro traducciones del chino al castellano, entre las que se cuenta Libro del amor, de Feng Menglong (bid & co. editor, 2008). La edición digital de su libro La casa que me habita recibió el IV Premio Nacional del Libro 2006 para la Región Centro Occidental de Venezuela en la mención “Libros con nuevos soportes” de la categoría C, “Libros, revistas, catálogos, afiches y sitios electrónicos”.