la revista on-line de la facultad de Filología Hispánica de Poznań

   

 

agregame a favoritos|contacto
Internet EsPa'Ti

 
     Portada
     Actualidad
     Vida Universitaria
     Mundo Hispano
     Literatura
     Críticas y análisis
     Traducción
     Nuestras obras
     Entrevistas
     Literarias
     Otras entrevistas
     Cultura
     Cine
     Música
     Deportes
     Artykuły po polsku
     Enlaces
     Mapa del sitio
     Contacto
 
 

 Z serii wakacyjne czytadła: i w kraju Borgesa powstają gnioty

 

Sezon wakacyjny, zwany też ogórkowym, to okres urlopów, błogiego leniuchowania i szeroko pojętego relaksu dla szarych komórek, które domagają się mało wyrafinowanej intelektualnie rozrywki szczególnie podczas podróży. W dzisiejszych czasach możemy im jej szybko dostarczyć dzięki popularnym odtwarzaczom mp3, przenośnym konsolom, laptopom, czy prostym, acz wciągającym, gierkom java na komórce. Jednakże część z nas, podróżując różnymi środkami transportu wybiera bardziej tradycyjne narzędzie zbrodni w celu zabicia czasu – lekturę. I tu ilość możliwości jest znów nieograniczona: od kolorowych tygodników opinii po pokaźne i modne w tym sezonie „500-set stronicowce”.

 

Niemniej jednak tylko najbardziej zawzięty czytelnik jest w stanie czytać w pędzącym z zawrotną prędkością pociągu dzieła wymagające znacznej koncentracji i wysiłku umysłowego. Dlatego większość, jeżeli już sięga po książkę, wybiera coś lekkiego (pod względem gatunku literackiego, a nie koniecznie ciężaru gatunkowego): kryminał, romans, itp. Lecz co się dzieje, gdy zapomnimy naszej pociągowej lektury? Nic straconego, wbiegamy po prostu do dworcowej „taniej książki” i wybieramy na chybił trafił jeden z oferowanych tytułów (oczywiście skrzętnie omijając słowniki, rozmówki i podręczniki nie tylko dla orłów). 

 

W ten właśnie sposób w moich rękach znalazła się powieść argentyńskiego autora Guillermo Martineza zatytułowana „Oksfordzka seria” (w oryginale: „Crímenes imperceptibles”) wydana nakładem wydawnictwa Świat Książki w 2004 roku. Szczerze przyznaję, że do zakupu przekonało mnie hiszpańsko-brzmiące nazwisko autora, gdyż do odjazdu miałam dosłownie 10 minut. I rzeczywiście, jak dowiadujemy się z tylnej strony okładki, Guillermo Martínez to doktor matematyki, dziennikarz i autor urodzony w latach 60-tych w Argentynie. Według noty biograficznej jego wcześniejsze powieści były istnym objawieniem argentyńskiej literatury współczesnej, a najnowsze dzieło autora, czyli właśnie „Oksfordzka seria”, zdobyło prestiżową nagrodę „Premio Planeta Argentina 2003” i jest to prawdziwa perełka pośród thrillerów psychologicznych.

Z tym większą ciekawością zabrałam się do czytania i odkrywania perypetii młodego argentyńskiego matematyka, który przyjeżdża do Oksfordu na roczne stypendium i niemal od razu zostaje wplątany w zagadkową serię zbrodni, którą musi rozwikłać wraz ze swoim idolem, znanym oksfordzkim profesorem matematyki. W międzyczasie spełni się także najskrytsze marzenie naszego nieśmiałego bohatera: pozna on atrakcyjną rudowłosą i zielonooką Irlandkę, która sama nalegać będzie na związek bynajmniej nie przyjacielski. Czy można chcieć czegoś więcej? Z pewnością tak.

 

Mimo że lektura nie nastręcza nam problemów, jest to jedynie kolejny kryminał. Zapowiedź, że za chwilę przeczytamy thriller psychologiczny będący zarazem prawdziwie intelektualną przygodą jest zwykłym chwytem marketingowym. Powieść nie zachwyca, a jej powierzchowność nie razi tylko, jeżeli czytamy ją w pociągu, po głębszym zastanowieniu zaczyna wręcz irytować, podobnie jak stereotypowy opis oksfordzkiej społeczności. Często mamy wrażenie, że wiadomości o Wielkiej Brytanii pochodzą z tomiku dowcipów o Anglikach. Pomimo wyraźnych starań autora, który momentami chce wprowadzić do swej opowieści głębsze znaczenie, symbolika oposa przewijająca się przez cała książkę, nie przekonuje. W dodatku każdy polski czytelnik może poczuć się urażony drobnym fragmentem powieści, który sugeruje, że to Anglikom zawdzięczamy rozszyfrowanie kodu Enigmy.

 

Reasumując, „Oksfordzka seria” daje około trzech godzin przyjemnej lektury, idealnej na warunki przeciągającej się podróży, oraz pozwala czytelnikowi poznać kilka szczegółów z historii matematyki, nauki, która niegdyś stanowiła część filozofii i nie ogranicza się jedynie do równań i logarytmów. Jednakże, jeżeli potencjalny czytelnik sięgnął wcześniej po dzieła innych argentyńskich pisarzy pokroju Jorge Luisa Borgesa czy Julio Cortazara i liczy na podobne intelektualne doznania, musi sobie zdać sprawę, że i w Argentynie powstają gnioty.

Abeja Maya©2007