la revista on-line de la facultad de Filología Hispánica de Poznań

   

 

agregame a favoritos|contacto
Internet EsPa'Ti

 
     Portada
     Actualidad
     Vida Universitaria
     Mundo Hispano
     Literatura
     Críticas y análisis
     Traducción
     Nuestras obras
     Entrevistas
     Literarias
     Otras entrevistas
     Cultura
     Cine
     Música
     Deportes
     Artykuły po polsku
     Enlaces
     Mapa del sitio
     Contacto
 
 

 Najlepszy przyjaciel studenta

 

To nie pies, to nie kot, nawet nie drożdżówka z kruszonką, nieoficjalny plebiscyt na najlepszego przyjaciela studenta wygrał… fanfary… komputer (najlepiej przenośny z wbudowaną kartą wi-fi).

 

Jeszcze pięć lat temu posiadanie własnego „kompa” było marzeniem większości studentów, o laptopach nawet nie wspominając. Dzisiaj bez własnego peceta trudno nie tylko napisać pracę magisterską, ale nawet zaliczyć niektóre przedmioty, bo prowadzący je wykładowcy nie przyjmują tekstów napisanych staroświeckim narzędziem, jakim obecnie jest ręka. Ale co tam magisterka, co tam zaliczenia, dzisiaj bez własnego peceta podłączonego do sieci nie można ściągnąć bryków, opracowań, notatek od kolegi z roku. Nikt nie pofatyguje się osobiście, aby powiadomić o fajnej imprezie czy o zwalniającym się właśnie miejscu pracy w pobliskiej kawiarni. Życie studenckie bez komputera w dzisiejszych czasach to nie tylko bardziej kamienista droga poprzez studia, ale, co ważniejsze, ryzyko porażki towarzyskiej, bo jak wiadomo student z poprawką sobie poradzi, ale bez imprezy nie przeżyje.

 

Dziś jest w modzie zaliczać się do tak zwanych „cyberżaków”, czyli studentów korzystających z sieci i specjalnych portali pogotowia studenckiego, które zaopatrują studiującą brać nie tylko w notatki, ale i w informacje o odbywających się imprezach czy dostępnych miejscach pracy. Podobna działalność i szeroko pojęta „cyberpomoc” studencka pozwala uniknąć niektórych stresów związanych ze studiowaniem, ale czy przypadkiem o czymś w tej wirtualnej rzeczywistości nie zapominamy? Jesteśmy teraz bardziej doinformowani niż kiedykolwiek, ale czy nie wpływa to na stosunki społeczne, nawiązywanie więzi między studentami lub uogólniając, nie zmienia to relacji międzyludzkich (czytaj imprezy, randki, popijawy z przyjaciółmi)?

 

Komputer kontra pani w dziekanacie

Zacznijmy od korzyści. Profil dzisiejszej społeczności studenckiej uległ pewnej metamorfozie, a zdobycze najnowszej techniki niewątpliwie ułatwiły nam życie. Już nie zawsze trzeba stać w kilometrowej kolejce do dziekanatu, jeżeli pytanie można przesłać pocztą elektroniczną. Wykładowców też z reguły łatwiej jest zlokalizować dzięki wymianie e-maili, rzecz niezwykle przydatna, jeżeli student wyjeżdża w ramach programu Socrates-Erasmus. Problem pojawia się, gdy oporny wykładowca skrzynki sobie nie założy, nie sprawdza jej, bądź, co gorsze, w ekstremalnych przypadkach zamiast odpowiedzi otrzymujemy animowaną kartkę pocztową z kryptogramem. Pojawia się tu jeszcze jeden problem: czy taka wygoda przypadkiem nas nie rozleniwia?

 

Częściowo tak. Przecież nie trzeba już wcześniej zwlec się z łóżka, aby udać się we wskazane miejsce. Szczególnie, jeżeli kwestia jest błaha. Żeby wysłać wiadomość mailem nie trzeba się czesać, myć, malować (problem najczęściej w przypadku kobiet, ale nie generalizujmy). Po prostu klikamy i możemy spać dalej. W konsekwencji także kontakty międzyludzkie ulegają pewnemu wyjałowieniu. Pani z dziekanatu nie może drogą e-mailową warknąć na zagubionego studenta pierwszego roku, a pani z biblioteki nie zmierzy już nikogo wzrokiem, gdy ten chce przedłużyć wypożyczoną pozycję, bo można tego dokonać telefonicznie lub internetowo. Chciałoby się rzec: „nareszcie”. I w ten oto sposób pewne tradycje zostają odesłane do lamusa. Chociaż indeksy nadal zdaje się osobiście z narażeniem życia i zdrowia petenta, jeżeli ten ma pecha i trafi na gorszy dzień w dziekanacie.

 

Cyberprzyjaźni nigdy dosyć

Pomimo zagubienia pewnych tradycji, korzyści płynące z wszechobecności Internetu oraz komputerów, jeżeli chodzi o formalną stronę studenckiego żywota, są ogromne. Rozwój techniczny i komunikacyjny pozwala zaoszczędzić wiele godzin, które niegdyś zwykło się spędzać w kolejkach. Chociaż kolejek definitywnie wyeliminować się nie udało, i może dobrze, bo właśnie w komitecie kolejkowym można sobie bezkarnie pogadać z bliżej nieznanymi, ale łączącymi się z nami w bólu osobnikami studiującymi. Jednakże to, co najbardziej ucierpiało na powszechnej modzie na komputeryzację, to stosunki międzyludzkie (czyli imprezy, podryw, przyjaźnie, jak zwał, tak zwał). Dzisiaj komunikujemy się szybko, utrzymujemy kontakty z ludźmi z całego kraju, a nawet z najbardziej odległych zakątków świata, ale często kontakt ten jest czysto wirtualny, pozbawiony tego, co cechuje tradycyjną rozmowę twarzą w twarz. Brak tu mimiki, gestów, modulacji głosu. Oczywiście, co bardziej zapalony miłośnik cyberprzestrzeni będzie oponował wytaczając działa, jakimi są mikrofony i kamerki internetowe (mała broń gabarytowo, ale o niezłej sile rażenia). Jednakże i te gadżety nie rekompensują w 100% braku kontaktu osobistego.

 

Walka z samotnością czy izolacja?

Dziś mówi się, że Internet to świetny sposób na zawieranie znajomości, ćwiczenie języków obcych, nawiązywanie przyjaźni, a nawet randkowanie i poszukiwanie drugiej połowy. Mimo to, cyberpraktyki towarzyskie mają pewne wady. Z pewnością duży dystans między rozmówcami może doprowadzić do większej otwartości i szczerości, ale najczęściej trudno nam jest oprzeć się pokusie „podkolorowania” nieco naszego życia, co w warunkach kontaktu osobistego byłoby łatwe do zweryfikowania. Dlatego też Internet pełen jest umięśnionych klonów Brada Pitta czy seksownych replik Penélope Cruz. Internetowe kłamstwa to jednak tylko cząstka skomplikowanej machiny wirtualnych przyjaźni. Obecnie chyba najpopularniejszym sposobem umawiania się na randki są specjalne przeznaczone ku temu portale internetowe stworzone nie tylko dla studentów towarzyskich inaczej, ale i dla nieśmiałych pechowców lub wymagających pracusiów. Z zasady każde spotkanie daje możliwość poznania nowej fascynującej osoby z innego kierunku bądź kręgu zawodowego, ale w rzeczywistości wszystko kręci się wokół tajemniczego i niedefiniowalnego „tego czegoś”, a jeżeli fluidów miłosnych zabraknie, nawet gdy osoba mogłaby zasilić krąg znajomych, dalszego kontaktu nie będzie. Z jednej strony jest to dobry sposób na zawieranie znajomości dla ludzi, którym natura poskąpiła tego daru w realnym świecie. I tak przebojowy w pracy, ale płochliwy w stosunkach damsko-męskich doktorant z historii może na takim portalu znaleźć podobną połowicę zainteresowaną siedemnastowiecznymi wojnami, zbliżający się do trzydziestki makler zorganizuje casting na żonę, której tak domagają się jego rodzice, nieśmiała studentka pozna kochanego łobuza, a zapracowana singielka z ostatniego roku umówi się na kilka randek dla poprawienia samopoczucia.

 

Ale jest jeszcze druga strona medalu, bo pośród ogłaszających się pań i panów nie trudno o matrymonialnego oszusta, naciągaczkę, męża szukającego przygodnej znajomości czy żony znudzonej wychowywaniem dzieci i czekającej na ognistego kochanka. W dodatku możliwość wygodnego surfowania po profilach rozleniwia internetowych randkowiczów do tego stopnia, że niektórzy prędzej czy później zatracają umiejętności poznawania nowych ludzi poza siecią. Jednakże wydaje się, że pod tym względem studenci mają nieco ułatwione zadanie, bo zazwyczaj, będąc częścią akademicko-uniwersyteckiej machiny, poszukują innych trybików tego samego studenckiego mechanizmu.

 

Wraz z rozwojem portali służących do zawierania przyjaźni bądź randkowania, użytkownicy zdali sobie również sprawę, że na tego typu stronach najważniejsza jest umiejętność sprzedania się. Sprawia to, że poza stronami kontaktowymi, powstają też specjalne poradniki, służące zbawiennymi radami: jakie zdjęcia i opisy zamieszczać na wyżej wspomnianych portalach, co pisać, a czego nie. Popularne porady dla mężczyzn to zamieszczenie zdjęcia ze zwierzakiem, przyznanie się do jakiejś drobnej wady, poczucie humoru. Panie natomiast powinny starannie wybrać zdjęcia i drobiazgowo wypełnić ankietę, ograniczając jednak własną twórczość literacką do minimum. Jednakże ten randkowy marketing powoduje, że po spotkaniu często obydwie strony są zawiedzione, co, jeżeli się powtarza, może doprowadzić nie do polepszenia, a do pogorszenia naszej samooceny. Szczególnie, że oczekiwania pań i panów często znacznie od siebie odbiegają. Jak możemy przeczytać w „niezawodnych” poradnikach: podczas gdy kobiety uważają, że do poznania drugiego człowieka jedno spotkanie nie wystarcza, mężczyźni często zaniechają spotkań po pierwszym, bo mogą w między czasie mogą spotkać inną cyber-przyjaciółkę, która może być bardziej interesująca.

 

Brać studencka z chęcią korzysta ze wszystkich możliwości, które daje Internet: od ściągania notatek po nawiązywanie wirtualnych przyjaźni. Ale na ich drodze często pojawia się kosztowny problem, nawet posiadając gniazdko internetowe w wynajmowanym tymczasowym domu, bez najlepszego przyjaciela komputera nijak z sieci korzystać się nie da. I tu może zakończę tę przydługą tyradę, bo do wysłania czeka cała masa e-mail…

 

Abeja©2007