la revista on-line de la facultad de Filología Hispánica de Poznań

   

 

agregame a favoritos|contacto
Internet EsPa'Ti

 
     Portada
     Actualidad
     Vida Universitaria
     Mundo Hispano
     Literatura
     Críticas y análisis
     Traducción
     Nuestras obras
     Entrevistas
     Literarias
     Otras entrevistas
     Cultura
     Cine
     Música
     Deportes
     Artykuły po polsku
     Enlaces
     Mapa del sitio
     Contacto
 
 

Fernando Sorrentino [1]

Człowiek, który ma w zwyczaju okładać mnie parasolką po głowie

Przekład z hiszpańskiego: Anna Wendorff [2]

   

Jest pewien człowiek, który ma w zwyczaju okładać mnie parasolką po głowie. Właśnie dzisiaj mija pięć lat od dnia, kiedy zaczął okładać mnie parasolką po głowie. Na początku nie mogłem tego wytrzymać, teraz już się do tego przyzwyczaiłem.

Nie wiem jak się nazywa. Wiem, że jest zwykłym człowiekiem, ubranym na szaro, trochę siwiejącym, o nijakiej twarzy. Poznałem go pięć lat temu, w pewien upalny poranek. Czytałem dziennik na ławce w cieniu lasu Palermo. Nagle poczułem, że coś dotyka mojej głowy. Był to ten sam człowiek, który teraz, gdy to piszę, nadal mechanicznie i obojętnie zdziela mnie parasolką.

Obróciłem się zgorszony, on kontynuował w najlepsze. Spytałem, czy oszalał. Chyba nie usłyszał. Zagroziłem mu, że zawołam policję, niewzruszony i zadowolony z siebie, wykonywał swoje zadanie. Po chwili wahania, widząc, że nie ma zamiaru porzucić swojego zajęcia, wstałem i zdzieliłem go w twarz. Wydając cichy jęk, osunął się na ziemię. Niezwłocznie i, zdaje się, z wielkim wysiłkiem podniósł się i na nowo zaczął w milczeniu uderzać mnie parasolką w głowę. Krwawił mu nos i zrobiło mi się go żal, miałem wyrzuty sumienia, że tak go uderzyłem. Przecież tak naprawdę ten człowiek nie bił mnie, a raczej delikatnie i bezboleśnie szturchał. Oczywiście, że te uderzenie są bardzo denerwujące. Wszyscy wiemy, że kiedy mucha usiądzie nam na twarzy, nie odczuwamy żadnego bólu, odczuwamy zdenerwowanie. Ta parasolka była właśnie taką gigantyczną muchą, która co jakiś czas siadała na mojej głowie.

Byłem przekonany, że mam do czynienia z wariatem, więc chciałem odejść. Człowiek ten szedł za mną bezszelestnym krokiem, nie przestając mnie bić. Zacząłem biec, a muszę zaznaczyć, że mało jest osób tak szybkich jak ja. Zaczął mnie gonić, bezskutecznie usiłując wymierzyć mi kolejny cios. Tak dy…szał i sa…pał, że pomyślałem sobie, że, jeśli tak dalej będę go zmuszał do biegu, za chwilę padnie jak długi.

Dlatego też przerzuciłem się na marsz. Spojrzałem na niego, a na jego twarzy nie malowała się ani wdzięczność, ani wyrzut. Uderzał mnie tylko parasolką w głowę. Chciałem iść do komisariatu i powiedzieć: „Panie policjancie, ten człowiek uderza mnie parasolką po głowie”. To byłby przypadek bez precedensu. Policjant spojrzałby na mnie z niedowierzaniem, poprosił o dokument tożsamości, zacząłby mi zadawać kłopotliwe pytania, być może zatrzymał na komisariacie.

Lepiej było wrócić do domu. Wsiadłem w autobus 67. On, nie przestając mnie zdzielać, wszedł za mną. Usiadłem na pierwszym siedzeniu. Stanął obok mnie, lewą ręką trzymał się uchwytu, prawą nieprzejednanie wywijał parasolką. Pasażerowie zaczęli się podśmiewać. Kierowca obserwował mnie w lusterku. Śmiech okazał się zaraźliwy, zamienił się w wielki, głośny, niekończący się rechot. Spaliłem się, a raczej spalałem ze wstydu. Mój prześladowca, pomimo śmiechów, nie przestawał mnie uderzać.

Wysiadłem — wysiedliśmy — na moście Pacífico. Szliśmy aleją Santa Fe. Wszyscy idiotycznie obracali się, by na nas spojrzeć. Chciałem im powiedzieć: „Co się tak gapicie, kretyni? Nigdy nie widzieliście człowieka, który zdziela drugiego parasolką po głowie?”. Ale pomyślałem sobie, że pewnie nigdy nie widzieli takiego przedstawienia. Pięciu lub sześciu chłopców zaczęło iść za nami, krzycząc jak opętani.

Miałem jednak pewien plan. W domu chciałem zamknąć mu brutalnie przed nosem drzwi. Nie zdołałem: ubiegł mnie, silną dłonią złapał klamkę, siłował się chwilę, po czym wszedł za mną.

Od tej pory ciągle uderza mnie parasolką po głowie. Z tego, co wiem, nigdy nie spał, ani nie jadł. Ogranicza się jedynie do uderzania mnie. Towarzyszy mi we wszystkich moich czynnościach, nawet tych najbardziej intymnych. Pamiętam, że na początku, te uderzenia przeszkadzały mi zasnąć, teraz wydaje mi się, że bez nich nie mógłbym spać.

Jednak nasze relacje nie zawsze dobrze się układały. Wiele razy na wiele różnych sposobów prosiłem go, by mi wytłumaczył swoje zachowanie. Na darmo. Milcząco uderzał mnie parasolką w głowę. Wiele razy uraczyłem go moimi ciosami, kopniakami i, niech Bóg mi wybaczy, nawet moim parasolem. Potulnie znosił moje ciosy, tak jakby były one częścią jego zadania. To było najbardziej zaskakujące w jego osobowości, ten rodzaj spokojnej wiary we własną pracę, ten brak nienawiści. To przekonanie o wypełnianiu jakiejś specjalnej, wyższej misji.

Mimo że nie ma potrzeb fizjologicznych, wiem, że kiedy go uderzam, czuje ból, wiem, że jest słaby, wiem, że jest śmiertelny. Wiem również, że jeden strzał by mnie od niego uwolnił. Nie wiem tylko, czy ten strzał powinien zabić mnie czy jego. Nie wiem również, czy, gdy już będziemy martwi, nie będzie nadal walił mnie parasolką po głowie. W każdym razie te przemyślenia są bezużyteczne, przyznaję się bowiem bez bicia, że nie byłbym w stanie ani go zabić, ani popełnić samobójstwa.

Z drugiej strony, ostatnimi czasy zrozumiałem, że już bym nie mógł żyć bez tych jego uderzeń. Teraz coraz częściej prześladuje mnie pewne przeczucie. Nowe zmartwienie zadomowiło się w mojej głowie. Boję się, że być może, kiedy najbardziej będę tego potrzebował, ten człowiek odejdzie i już nie będę odczuwał tych delikatnych szturchnięć parasolką, które sprawiały, że bez trudu zapadałem w mocny, głęboki sen.

 

 

[Imperios y servidumbres (Władza i poddaństwo), Barcelona, Wydawnictwo Seix Barral, 1972.]

 

[1] Fernando Sorrentino sobre sí mismo: Nací en Buenos Aires el 8 de noviembre de 1942. La mayor parte de mi infancia y de mi adolescencia transcurrió en el grisáceo cuadrilátero comprendido por las avenidas Santa Fe, Juan B. Justo, Córdoba y Dorrego. En épocas muy juveniles, fui empleadillo de oficina. En épocas no tan juveniles, y por larguísimo tiempo, fui profesor de lengua y literatura en diversos colegios secundarios; en general, he recibido el afecto de mis alumnos y de mis colegas, lo que me indica que soy un buen tipo. En los intersticios laborales, he tratado de leer y he tratado de escribir. Tengo sensibilidad para gustar de la belleza poética, pero carezco del mínimo talento para escribir un poema meritorio. Destruí mis poesías juveniles sin culpa, pues no me parecía sensato agregar más fealdades al mundo. En cambio, estoy bastante conforme con mis invenciones narrativas. Según dicen los hombres dignos de fe, en mi literatura de ficción hay una curiosa mezcla de fantasía y humor que discurre en un marco a veces grotesco y razonablemente verosímil. En general, me siento muy cómodo conmigo mismo. Estoy por completo desprovisto de vocación para formar parte de ningún grupo literario, de ningún comité de ineptitudes afines, de ningún club de elogios recíprocos. Confieso, eso sí, que milito en las perseverantes huestes de la AKDé. Me gusta más leer que escribir, y en verdad escribo muy poco. A lo largo de casi cuarenta años no tengo demasiada bibliografía para exhibir. Como todo el mundo, en mayor o menor medida, he recibido algunos premios literarios. En suma, soy relativamente feliz.

 

[2] Anna Wendorff acabó los estudios de filología hispánica en la Universidad Adam Mickiewicz de Poznań (Polonia) con especialización en “Cultura latinoamericana”, y los estudios de postgrado de traducción español-polaco/polaco-español en la Universidad de Łódź (Polonia) con la tesis concerniente una traducción de la novela colombiana de Jaime Alejandro Rodríguez “Gabriella Infinita”. Actualmente trabaja como asistente de cátedra en el Departamento de Filología Hispánica en la Universidad de Łodź, en donde imparte clases de español como lengua extranjera (ELE) y literatura latinoamericana. También escribe su tesis doctoral en torno al tema de las hiperficciones latinoamericanas, investigando las relaciones entre el concepto moderno de la literatura y los nuevos géneros literarios que se desarrollan en la red. Igualmente trabaja como traductora de textos especializados y artículos académicos. Su interés científico aborda el estudio de la literatura y cultura latinoamericana, literatura comparada (literatura y otros tipos de arte, literatura digital),  vanguardias y experimentalismo en la literatura, además de la traducción.